Wsuwam na stopy swoje ulubione, wysokie
szpilki, przejeżdżam dłonią po idealnie dopasowanej do mojego
ciała białej sukience i odgarniam swoje lekko podkręcone włosy do
tyłu. Podchodzę do lustra i z szerokim uśmiechem wpatruję się w
swoje odbicie. Z bladoróżowej kopertówki wyjmuję czerwoną
szminkę i przejeżdżam nią po swoich wargach. Nieskromnie
przyznam, że wyglądam całkiem dobrze. Robię spory krok do tyłu i
jeszcze raz, tym razem bardziej dokładnie, przyglądam się temu,
jak wyglądam. Skromnie i z klasą czyli tak, jak lubię najbardziej.
-Van, taksówka przyjechała-Słyszę
dobiegający z dołu głos Kendall i upewniając się, że wszystko
wzięłam, wychodzę ze swojego pokoju.
Powoli schodzę ze schodów i słysząc
jak moja przyjaciółka gwiżdże, wywracam do siebie oczami, jednak
uśmiech nie znika z mojej twarzy nawet na moment.
-Kochanie, wyglądasz prześlicznie-Mówi
i delikatnie mnie ściska.
-Dziękuję, ty też całkiem
nieźle-Chichoczę, odsuwając się. Miętowa sukienka i cieliste
szpilki idealnie prezentują się na jej opalonym ciele.
-Gotowa na imprezę swojego
życia?-Szturcha mnie łokciem w bok i porusza swoimi brwiami niczym
typowy, zdesperowany koleś z pierwszej lepszej dyskoteki, który
zrobi wszystko, aby poderwać jakąkolwiek dziewczynę.
Parskam śmiechem i chcę odpowiedzieć,
kiedy nagle słyszymy dźwięk klaksonu. Nim się orientuję Kenny
chwyta moją dłoń i wychodzimy z mieszkania. Zamykam szybko drzwi i
obje wsiadamy do taksówki. Mówię kierowcy, który wręcz kipi ze
złości przez nasze spóźnienie, gdzie ma jechać, a kiedy ten kiwa
głową, prychając pod nosem zapinam swój pas. Ignorując
narzekanie kierowcy o tym, jakie to okropne byłyśmy każąc mu na
nas czekać, opieram swoją głowę o szybę. Na myśl o tym, że za
parę minut będę popijała najróżniejsze drinki i wygłupiała
się z przyjaciółką na parkiecie w jednym z najlepszych klubów w
całym LA, na moją twarz automatycznie powraca szeroki uśmiech.
Taka odskocznia od pracy w firmie i wymagającego szefa, ana
szanownego Justina Drew Biebera, to zdecydowanie coś czego
potrzebuję. To nie tak, że nie lubię swojego pracodawcy, ja go po
prostu nienawidzę. Jestem m wdzięczna za to, że od razu po
studiach zatrudnił mnie w swojej firmie na tak wysokim stanowisku i
to właśnie dzięki niemu mam teraz za co opłacić mieszkanie, iść
na zakupy czy nawet jechać do klubu, ale to w żadnym wypadku nie
zmienia faktu, że jest najbardziej irytującym człowiekiem
stąpającym po tej planecie. Pewny siebie, arogancki dupek, który
nie widzi nic poza czubkiem własnego nosa. Myśli, że jest
najlepszy tylko dlatego, że poszczęściło mu się w życiu i udało
mu się osiągnąć trochę więcej niż innym. Ma wszystko, pochodzi
z dobrego domu, u swego boku ma piękną, seksowną kobietę, a na
koncie miliony dolarów. Do tego wszystkiego jest cholernie
przystojny. Idealne brązowe oczy, pełne usta, zawsze ułożone
włosy i seksowne tatuaże, które widać tylko wtedy, kiedy
podciągnie rękawy swojej zawsze nienagannie wyprasowanej koszuli.
Muszę przyznać, że jest w nim nutka tajemniczości, która jest
dość intrygująca, ale kiedy widzę jego surowe spojrzenie i słyszę
ten władczy ton odechciewa mi się w ogóle zbliżać do tego
człowieka, a co dopiero wdać się z nim w jakąkolwiek rozmowę i
bliżej go poznać. Skończony idiota z przerośniętym ego. Prycham
pod nosem i zakładam nogę na nogę. Kątem oka widzę jak Kendall
mi się przygląda, a po jej minie mogę wnioskować, że doskonale
wie o czym teraz myślę.
-Wiem, powinnam się zrelaksować i nie
myśleć o pracy
-Dokładnie tak, Van, musisz przestać
żyć pracą-Brzmi dokładnie jak moja matka, ale doskonale zdaję
sobie sprawę z tego, że ma rację.-I przestać myśleć o swoim
cholernie seksownym szefie-Dodaje, a na jej twarzy pojawia się
zadziorny uśmieszek.
-Nie jest seksowny, jest zwykłym,
bogatym dupkiem-Burczę niczym małe dziecko, które nie dostało
swojej wymarzonej zabawki.
-Kochanie, bogatym i cholernie
seksownym dupkiem i nawet nie zaprzeczaj-Wytykam jej język, kiedy w
końcu dojeżdżamy na miejsce. Wyciągam z torebki banknot i wręczam
go kierowcy po czym wraz z przyjaciółką wysiadamy z taksówki.
Poprawiam sukienkę i jak to mam w zwyczaju, chwytam Kendall pod
rękę, kierując się z nią do wejścia.
Głośna muzyka i tłum wstawionych
ludzi tańczących na parkiecie, mimowolnie unoszę kącik ust do
góry i odwracam się w stronę przyjaciółki.
-Ty poszukaj jakiegoś wolnego stolika,
ja pójdę po drinki-Mówię głośno, starając się przekrzyczeć
głośną muzykę i kiedy dziewczyna kiwa głową, oddalam się w
stronę baru.
Przepycham się przez tańczących
ludzi, co chwila mamrocząc ciche 'przepraszam' i kiedy w końcu
dochodzę do celu, siadam na wysokim, barowym krześle. Uśmiecham
się do kelnera, który od razu do mnie podchodzi.
-Co dla pięknej pani?-Stara się
flirtować. Z trudem powstrzymuje się od wywrócenia oczyma.
-Dwa razy tropical dream
-Już się robi-Puszcza mi oczko na co
od razu odwracam się na krześle i opieram swoje łokcie o bar.
Rozglądam się dookoła i muszę
przyznać, że uwielbiam ten klub. Kiedyś, kiedy jeszcze z Kenny
studiowałyśmy bywałyśmy tutaj zdecydowanie częściej, teraz obie
jesteśmy pochłonięte pracą, ale i tak co drugi weekend robimy
sobie przerwę i przychodzimy tutaj, aby się odstresować po dniach
ciężkiej harówki.
-Dwa razy tropical dream-Słyszę za
sobą i z powrotem odwracam się do kelnera. Szukam w torebce
portfela i kiedy w końcu go znajduję, płacę za drinki.
Chwytam dwa kieliszki i kiedy chcę już
zejść z krzesła i dołączyć do mojej przyjaciółki, słyszę
nagle dobrze znany mi głos, który w dziwny sposób paraliżuje moje
ciało.
-Cóż za spotkanie, panno Philips.
~~~~~~
Z góry przepraszam za błędy.
Pierwszy rozdział mamy za sobą, krótkie wprowadzenie i kilka informacji na temat życia głównej bohaterki. Obiecuję, że w drugim rozdziale naprawdę wiele będzie się działo.
Zachęcam was do komentowania i wyrażania swojej opinii, to naprawdę motywuje!