22.02.2015

Rozdział Pierwszy

Wsuwam na stopy swoje ulubione, wysokie szpilki, przejeżdżam dłonią po idealnie dopasowanej do mojego ciała białej sukience i odgarniam swoje lekko podkręcone włosy do tyłu. Podchodzę do lustra i z szerokim uśmiechem wpatruję się w swoje odbicie. Z bladoróżowej kopertówki wyjmuję czerwoną szminkę i przejeżdżam nią po swoich wargach. Nieskromnie przyznam, że wyglądam całkiem dobrze. Robię spory krok do tyłu i jeszcze raz, tym razem bardziej dokładnie, przyglądam się temu, jak wyglądam. Skromnie i z klasą czyli tak, jak lubię najbardziej.
-Van, taksówka przyjechała-Słyszę dobiegający z dołu głos Kendall i upewniając się, że wszystko wzięłam, wychodzę ze swojego pokoju.
Powoli schodzę ze schodów i słysząc jak moja przyjaciółka gwiżdże, wywracam do siebie oczami, jednak uśmiech nie znika z mojej twarzy nawet na moment.
-Kochanie, wyglądasz prześlicznie-Mówi i delikatnie mnie ściska.
-Dziękuję, ty też całkiem nieźle-Chichoczę, odsuwając się. Miętowa sukienka i cieliste szpilki idealnie prezentują się na jej opalonym ciele.
-Gotowa na imprezę swojego życia?-Szturcha mnie łokciem w bok i porusza swoimi brwiami niczym typowy, zdesperowany koleś z pierwszej lepszej dyskoteki, który zrobi wszystko, aby poderwać jakąkolwiek dziewczynę.
Parskam śmiechem i chcę odpowiedzieć, kiedy nagle słyszymy dźwięk klaksonu. Nim się orientuję Kenny chwyta moją dłoń i wychodzimy z mieszkania. Zamykam szybko drzwi i obje wsiadamy do taksówki. Mówię kierowcy, który wręcz kipi ze złości przez nasze spóźnienie, gdzie ma jechać, a kiedy ten kiwa głową, prychając pod nosem zapinam swój pas. Ignorując narzekanie kierowcy o tym, jakie to okropne byłyśmy każąc mu na nas czekać, opieram swoją głowę o szybę. Na myśl o tym, że za parę minut będę popijała najróżniejsze drinki i wygłupiała się z przyjaciółką na parkiecie w jednym z najlepszych klubów w całym LA, na moją twarz automatycznie powraca szeroki uśmiech. Taka odskocznia od pracy w firmie i wymagającego szefa, ana szanownego Justina Drew Biebera, to zdecydowanie coś czego potrzebuję. To nie tak, że nie lubię swojego pracodawcy, ja go po prostu nienawidzę. Jestem m wdzięczna za to, że od razu po studiach zatrudnił mnie w swojej firmie na tak wysokim stanowisku i to właśnie dzięki niemu mam teraz za co opłacić mieszkanie, iść na zakupy czy nawet jechać do klubu, ale to w żadnym wypadku nie zmienia faktu, że jest najbardziej irytującym człowiekiem stąpającym po tej planecie. Pewny siebie, arogancki dupek, który nie widzi nic poza czubkiem własnego nosa. Myśli, że jest najlepszy tylko dlatego, że poszczęściło mu się w życiu i udało mu się osiągnąć trochę więcej niż innym. Ma wszystko, pochodzi z dobrego domu, u swego boku ma piękną, seksowną kobietę, a na koncie miliony dolarów. Do tego wszystkiego jest cholernie przystojny. Idealne brązowe oczy, pełne usta, zawsze ułożone włosy i seksowne tatuaże, które widać tylko wtedy, kiedy podciągnie rękawy swojej zawsze nienagannie wyprasowanej koszuli. Muszę przyznać, że jest w nim nutka tajemniczości, która jest dość intrygująca, ale kiedy widzę jego surowe spojrzenie i słyszę ten władczy ton odechciewa mi się w ogóle zbliżać do tego człowieka, a co dopiero wdać się z nim w jakąkolwiek rozmowę i bliżej go poznać. Skończony idiota z przerośniętym ego. Prycham pod nosem i zakładam nogę na nogę. Kątem oka widzę jak Kendall mi się przygląda, a po jej minie mogę wnioskować, że doskonale wie o czym teraz myślę.
-Wiem, powinnam się zrelaksować i nie myśleć o pracy
-Dokładnie tak, Van, musisz przestać żyć pracą-Brzmi dokładnie jak moja matka, ale doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że ma rację.-I przestać myśleć o swoim cholernie seksownym szefie-Dodaje, a na jej twarzy pojawia się zadziorny uśmieszek.
-Nie jest seksowny, jest zwykłym, bogatym dupkiem-Burczę niczym małe dziecko, które nie dostało swojej wymarzonej zabawki.
-Kochanie, bogatym i cholernie seksownym dupkiem i nawet nie zaprzeczaj-Wytykam jej język, kiedy w końcu dojeżdżamy na miejsce. Wyciągam z torebki banknot i wręczam go kierowcy po czym wraz z przyjaciółką wysiadamy z taksówki. Poprawiam sukienkę i jak to mam w zwyczaju, chwytam Kendall pod rękę, kierując się z nią do wejścia.
Głośna muzyka i tłum wstawionych ludzi tańczących na parkiecie, mimowolnie unoszę kącik ust do góry i odwracam się w stronę przyjaciółki.
-Ty poszukaj jakiegoś wolnego stolika, ja pójdę po drinki-Mówię głośno, starając się przekrzyczeć głośną muzykę i kiedy dziewczyna kiwa głową, oddalam się w stronę baru.
Przepycham się przez tańczących ludzi, co chwila mamrocząc ciche 'przepraszam' i kiedy w końcu dochodzę do celu, siadam na wysokim, barowym krześle. Uśmiecham się do kelnera, który od razu do mnie podchodzi.
-Co dla pięknej pani?-Stara się flirtować. Z trudem powstrzymuje się od wywrócenia oczyma.
-Dwa razy tropical dream
-Już się robi-Puszcza mi oczko na co od razu odwracam się na krześle i opieram swoje łokcie o bar.
Rozglądam się dookoła i muszę przyznać, że uwielbiam ten klub. Kiedyś, kiedy jeszcze z Kenny studiowałyśmy bywałyśmy tutaj zdecydowanie częściej, teraz obie jesteśmy pochłonięte pracą, ale i tak co drugi weekend robimy sobie przerwę i przychodzimy tutaj, aby się odstresować po dniach ciężkiej harówki.
-Dwa razy tropical dream-Słyszę za sobą i z powrotem odwracam się do kelnera. Szukam w torebce portfela i kiedy w końcu go znajduję, płacę za drinki.
Chwytam dwa kieliszki i kiedy chcę już zejść z krzesła i dołączyć do mojej przyjaciółki, słyszę nagle dobrze znany mi głos, który w dziwny sposób paraliżuje moje ciało.
-Cóż za spotkanie, panno Philips.
~~~~~~
Z góry przepraszam za błędy.
Pierwszy rozdział mamy za sobą, krótkie wprowadzenie i kilka informacji na temat życia głównej bohaterki. Obiecuję, że w drugim rozdziale naprawdę wiele będzie się działo.
Zachęcam was do komentowania i wyrażania swojej opinii, to naprawdę motywuje!